związki cz.2

W czasie, kiedy Piotrek o mały włos na imprezie firmowej nie przeleciał w klubowym kiblu koleżanki z pracy, Aśka zerkając na telefon, owinięta w kołdrę kończyła kolejny odcinek Kryminalnych Zagadek Miami.

Dlaczego tego nie zrobił? Być może nie był aż tak najebany, albo wręcz przeciwnie – alkohol odebrał mu wszystkie siły. Sam fakt, że laska młodsza o dziesięć lat próbowała wepchnąć mu do gardła język, był już wystarczającym powodem do tego, żeby obudzić się rano z tajemniczym moralniakiem.

Jak było?

Spoko.

Spoko? Kurde, spoko to może być kanapka, film, nowa gierka na pleja, czy promka w Biedrze. Ale impreza? Firmowa? Zwłaszcza taka, po której wracasz do domu po ósmej, ciesząc się, że wylądowałeś w odpowiednim mieszkaniu/pokoju, Twoim zdaniem po prostu była „SPOKO” ?!

Wiadomo nie od dziś, że Mężczyźni to z reguły płeć ta mniej wylewna, mniej uczuciowa, mniej emocjonalna, ale jedno, na odwal się rzucone „spoko” w danej sytuacji wywołuje raczej burzę, aniżeli zaspokaja ciekawość drugiej połówki.

W przeciwieństwie do Kobiet, co się zresztą później okazało, bo powód milczenia odezwał się pierwszy, w najmniej stosownym dla jednej ze stron momencie.

(Swoją drogą, na pytanie „Jak było w szkole?” zadane przez Ojca, mój młodszy brat, odpowiadając „Spoko, normalnie” dostał wpierdol, bo tego dnia akurat progu sali lekcyjnej nie przekroczył, a cała akcja była jedynie prowokacją ze strony starego. Jest to jeden z powodów, dla których dane stwierdzenie nie wzbudza mojego zaufania, zwłaszcza w sytuacjach opisanych powyżej)

Gdyby nie kilka zdań na komunikatorze, wszystko pewnie rozeszłoby się po kościach. Po kilku dniach On sam zapomniał by o tym, co wydarzyło się tamtego wieczoru. Ona pewnie też nie drążyłaby tego tematu oswajając się z tym, że „spoko” oznacza normalnie, bez szału, jak to na takich imprezach.

Większość lasek nie potrafi dusić w sobie wszystkiego na dłuższą metę. Potrzebują się wygadać, wyrzucić z siebie to, co im leży na sercu, żołądku, gdzieś z tyłu głowy. (Być może stąd właśnie biorą się niektóre związki homoseksualne – w przypadku kiedy nie możemy znaleźć zrozumienia u płci przeciwnej.)

Dodatkowo, kobiety tak samo jak wylewne, bywają też przebiegłe i bardzo skuteczne w swoich działaniach. Tym oto sposobem „Dupa” (tak ją nazwijmy) wywaliła z siebie wszystko, co ją męczyło. Że jej przykro, że też jest w związku, że przeprasza. Bo ona wcale nie chciała go pocałować. Po prostu nadmiar alkoholu spowodował, że ją poniosło. I tak ładnie o tym wszystkim opowiedziała. Na krótki tekst „Pisz na ten numer, bo nie chciałbym, żeby ktoś dowiedział się o tej rozmowie” – wysmarowała cały esej na temat tego, co działo się na tej „Spoko imprezie”. Nie muszę chyba dodawać, że podany numer telefonu nie należał do Piotrka. Do kolegi Piotrka też nie.

Strach.

I to był własnie ten moment, kiedy przyparty do muru, musiał odpowiedzieć sobie na jedno ważne, ale to zajebiście ważne pytanie – cytując klasyka : „co chcesz w życiu robić?”. Zostajesz, czy spierdalasz?

Pakujesz się, zamykasz za sobą drzwi i odpuszczasz, czy wręcz przeciwnie, CHCESZ zostać?

Wersja 1.

Spierdalasz. Po tych kilku latach stwierdzasz, że to jednak nie „to”. Było fajnie, ale nie na tyle, żeby dłużej to ciągnąć. Jedna przypadkowa akcja z nic nieznaczącą dupą tylko utwierdziła Cię w tym fakcie. W sumie to trochę żałujesz, że z młodą nic nie wyszło, ale przynajmniej z czystym sumieniem możesz się pożegnać, podziękować, pozdrowić, albo sypnąć jakiś chujowy tekst typu „zostańmy przyjaciółmi”, aczkolwiek cała przyjaźń zakończy się po kilku spotkaniach, niewykluczone że zawierających kontakty płciowe. Piotrek znajdzie inną Asię, zaś Asia bardziej zdecydowanego Piotrka, który po roku być może nawet się oświadczy, bo serię przygód ma już za sobą. Zawieje silniejszy wiatr, a Ona wspominać Cię będzie jako nawet fajnego dupka, z którym zmarnowała kilka lat życia. Tutaj dupka można też zastąpić „pomyłką”, w zależności od sytuacji.

Wersja 2.

Zostajesz. Mało tego! Nagle okazuje się, że możesz wszystko. Wszystko, z czym do tej pory zwlekałeś. Wieczne wymówki zamieniasz na konkretne działania, bo w końcu zdajesz sobie sprawę, że skoro czegoś chcesz, to nie ma sensu czekać na lepsze czasy. One nadejdą niespodziewanie, jako wynik decyzji, które podejmiesz. Praca przestaje być „chujowo-płatna”, bo jak się później okazuje – zarobki są na tyle wystarczające, żeby zacząć myśleć o własnym mieszkaniu. Zwłaszcza, że wkurwiasz się, że właściciel stancji po raz kolejny Was wypieprzył nie zwracając uwagi na to, że za chwilę możecie zostać bez dachu nad głową… we trójkę. Fakt, że Ona przez te kilka lat poznała nie tylko Twoje zalety, ale i złe strony też stawia całą sytuację w lepszym świetle. Nie jest to już zwykła monotonia, bo okazuje się, że jest to Wasza wspólna, mocna strona. Od osoby, którą znasz równie dobrze nie boisz się wymagać wsparcia i zrozumienia.

Dostajesz z liścia i nagle rozumiesz już więcej. Od siebie wymagasz więcej. W pewnym momencie niezdecydowanie zaczyna Cię wkurwiać. Brawo, bo prędzej, czy później zamieniłoby się w obojętność, a skoro już zostajesz, to nie po to, żeby żyć obojętnie jak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *