wróciłam

Długo mnie tu nie było. Wyłączyłam się trochę, do tego stopnia, że muszę zaczynać od początku. Nie jest jednak tak źle, bo czasem początki bywają całkiem fajne i jak się później okazuje – warto zaczynać.

Ponad rok minął od ostatniego słowa w tym miejscu. Był to rok przewrotny i właściwie wszystko, co się wydarzyło było mi bardzo potrzebne.

Po pierwsze, żeby udowodnić sobie, że czasem warto odpuścić. Warto rzucić wszystko i postawić na jedną kartę – żeby w końcu poczuć ulgę. Długo było mi źle. Nie dlatego, że otaczali mnie źli ludzie, a dlatego, że byłam w miejscu, które wysysało ze mnie całą energię. Do tego stopnia, że budziłam się z płaczem, z przerażeniem że przede mną aż osiem godzin, a później będę musiała wrócić do domu i udawać, że wszystko jest ok. Najgorzej, że nie potrafiłam przetłumaczyć tego dziecku. Że jestem zmęczona, że chcę spać i najlepiej gdyby i on poszedł już spać, to może udałoby mi się posiedzieć samej ze sobą chociaż chwilę.

Dokładnie, mowa tu o pracy, można też wywnioskować, że ją zmieniłam. Nie wiem, jak długo będzie dobrze, wiem jednak, że warto było coś zmienić, bo nie tylko mi jest lepiej, chłopakom również. Bo jestem, nie jestem zmęczona, mam więcej czasu na budowanie infrastruktury kolejowej w salonie, jak i pływanie statkiem pirackim po całym domu.

Ta, bo 3 miesiące temu w chacie miałam jeszcze maszynistę, w tej chwili junior codziennie wciela się w postać Jacka Sparrowa, a kiedy dzwonię, czy chce coś ze sklepu odpowiada że tak – PAPUGĘ MAMO.

Nawet to, że w ciągu półtorej godziny odkąd jestem w domu w kuchni byłam już z osiemnaście razy, z czego pięć po plasterek sera, paróweczkę piracką, mus owocowy, kakałko, herbatę i żeby usmażyć kotleciki małemu kapitanowi – przestało mnie irytować.

Zmieniłam też stan cywilny. To akurat była ta mniej drastyczna zmiana, bo mąż ten sam co narzeczony a wcześniej chłopak. Czasem tylko ojciec mi wypomni, że nie jestem już Michalakiem, ale to akurat da się przeżyć. Zdarza się, że zapomnę i nawet w pracy przedstawię się komuś panieńskim nazwiskiem, po czym sama się blokuję i zastanawiam ALE JAK TO ?

Z tym dzwonieniem bywa różnie, bo na tym przede wszystkim polega moja praca. Zdarza się, że ciężko jest zachować powagę, jednak mam już patent – następnym razem się rozłączyć, uspokoić i udawać, że COŚ przerwało połączenie. Myślę, że nie jest zły zwłaszcza, że rozmowy są odsłuchiwane. Jednak jak to wszystko działa, to już temat na odrębny wpis, wiec wszystko w swoim czasie.

Najważniejsze, że chce mi się tam iść. Chce mi się wstawać, pojechać tam i przebywać z tymi ludźmi. Teraz wiem, jak jest to ważne. Czasem tylko nie do końca wszystko ogarniam, ale to przez to, że czas tak szybko płynie. Zresztą nie tylko w pracy. Osiągnęłam ten poziom luksusu, że już dawno pożegnaliśmy się z pampersami, a młody mówi i powtarza wszystko, co ślina mu na język przyniesie. To dobre, bo wiem czego chce, co chce zjeść, co go boli i co robił w przedszkolu. Czekam na etap sciemniania na każdym kroku, ale to akurat może być ciekawe wyzwanie sądząc po wyobraźni tego trzylatka.

Nie byłabym sobą, gdybym tego „wstepu’ nie zakończyła jakąś puentą. Zazwyczaj, nasuwa się sama, bo zakończenia nigdy nie planuje. Na chwilę obecną jedyne, co przychodzi mi do głowy to to, że muszę iść do kuchni. Dziewiętnasty raz 🙂 i dobrze mi z tym 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *