wierzysz?

Gdyby dziś ktoś spytał mnie, czy wierzę w Świętego Mikołaja, zaśmiałabym się w głos. Chwilę później, odparłabym -NO KURCZĘ, A TY NIE WIERZYSZ?! Zwłaszcza, kiedy w pobliżu znajdowałby się mój syn, który zjada kanapkę z szynką, powstrzymując odruch wymiotny w obawie przed tym siwym dziadkiem. Bo przecież prawda jest taka, że prezenty dostają tylko dzieci grzeczne, w szczególności te wcinające wszystko, co im się podstawi pod nos.

Grudniowe wspomnienia, to dla mnie jedne z najlepszych. Stary, drewniany parapet pociągnięty białą farbą olejną i ogromne okno z pękniętą szybą, to miejsce, gdzie spędzałam praktycznie każdy zimowy wieczór. Oczywiście z przekonaniem, że uda mi się dojrzeć choćby najmniejszy szczegół, jakiś znak, który utwierdzi mnie w przekonaniu, że to, w co wierzę to nie jakaś tam bujda na resorach. Niezależnie od tego, czy miałam sześć czy czternaście lat – kąt przy kaloryferze był moim ulubionym miejscem. Mogłam sobie tam myśleć co chcę, płakać kiedy chcę i patrzeć na ten zajebisty, walący po oczach śnieg, po którym zresztą i tak nic poza wspomnieniami nie zostało. Kiedy wyczekiwałyśmy Mikołaja – przysypiałyśmy razem z siostrą z nosami przyklejonymi do szyby z nadzieją, że chociaż raz uda nam się Go przyłapać na gorącym uczynku. Sama zawartość Jego worka odchodziła na drugi plan, bo dla nas najważniejszy był ON. Cała ta magia, która kryła się za zaistniałą sytuacją sprawiała, że nie mogłyśmy zasnąć. Dziwnym trafem nigdy nie udało nam się Go obczaić. Skubany potrafił przejść obok nas niezauważony zostawiając papierowe pudełka w ustalonych już wcześniej miejscach. Skoro gość, którego nigdy nie poznałyśmy osobiście wie, że Anecie od kilku tygodni podobała się lalka-Mikołajka zamieszkująca jedną z półek w kiosku pod blokiem, to nikomu nie przeszło przez myśl, że list, który wrzucałyśmy do skrzynki przepadał podobnie jak miliony innych, zaadresowanych do tej jednej, konkretnej osoby. Cwaniaczek, każdego roku wiedział co może sprawić, że się uśmiechniemy.

Po kilku latach czar prysł.

Z prostej przyczyny – miejsca w domu, które do tej pory były niedostępne, owiane tajemnicą – okazały się być na wyciągnięcie ręki. Kiedy któregoś razu udało mi się wspiąć na stołek, żeby otworzyć szafkę w sypialni – na łeb spadła mi Barbie w srebrnej sukience – oczywiście ta wymarzona. Poczułam zawód. W tej chwili sama nie wiem, czy do siebie, czy do rodziców, którzy nieświadomi tego, że udało mi się ich zdemaskować buszowali w nocy po pokoju. Jak się później okazało, ta akcja sprawiła, że w naszym życiu nastąpił przełom. Od tej pory co roku kombinowałyśmy jak ugrać resztę z zakupów, żeby jak najszybciej uzbierać dwie dychy. Pieniądze, które udało nam się zebrać na „Fundusz mikołajkowy” zazwyczaj zostawiałyśmy w jednym sklepiku – na targowisku tuż obok bloku. Wybór był ogromny – od posrebrzanych kolczyków, po porcelanowe słonie, skarpety garniturowe i najmodniejsze bluzki z brokatowymi gwiazdkami. Tym oto sposobem udało nam się przechytrzyć starych, którzy świadomi naszej wiedzy o Świętym nie ukrywali się już tak dokładnie jak kiedyś. Mimo to ojciec na widok słonia z trąbą w górze zrobił wielkie oczy. Przez następne parę lat kolekcja była dosyć pokaźna – jak na nasz ograniczony budżet. Kolczykami za 12 zeta mogłyśmy zrobić dzień mamie, podobnie zresztą jak ojcu, który cieszył się z czterocentymetrowego błękitnego słonia i kolejnej pary skarpet. Albo udawał że się cieszy, nie wiem.

Fajnie jest dostać coś ot tak, niespodziewanie. Mimo wszystko mam prawo powiedzieć, że nienawidzę grudnia, bo wiąże się nie tylko z mikołajkami i gwiazdką, ale też moimi urodzinami. Całe życie słyszałam jeden, standardowy tekst : „kupię Ci, ale na urodziny nic już nie dostaniesz”. Zazwyczaj i tak coś tam dostawałam, ale wkurwiałam się, że Mikołaj z czekolady miał zastąpić perfumy, czy nowy portfel. Kiedy obchodzisz urodziny, które przeplatają się z innymi świętami – nie jest już tak fajnie, bo połowa o tym zapomina. Nawet, jeżeli tak jak ja – urodzisz się w Sylwestra i gdzie nie pójdziesz, tam masz imprezę – to w pewnym momencie zacznie Cię to irytować. Bo Sylwestra zazwyczaj planuje się już kilka miesięcy wcześniej, więc marne szanse, że nagle wszyscy będą chcieli spędzić go na TWOJEJ imprezie urodzinowej. Większe prawdopodobieństwo, że przypomną sobie o Tobie po północy, lekko najebani – składając takie trochę życzenia 2w1 : „Szczęśliwego Nowego Roku no i oczywiście STO LAT”.

Dzięki mamo!

Dzieci pozwalają nam w pewnym stopniu wrócić do tych najlepszych lat. Do fajnych wspomnień i tradycji, które gdyby nie One – dziś nie miałyby pewnie takiego znaczenia.

Niedzielę spędziliśmy zaliczając dwa kolejne filmy, z naszej standardowej już, świątecznej listy : „Jack Frost” i „Ekspres polarny”, bo przecież Święta zbliżają się wielkimi krokami. Skoro nic nie wskazuje na śnieżycę stulecia w dniu jutrzejszym, to chociaż amerykańska produkcja pozwoli nam chociaż na chwilę poczuć ten klimat.

Kiedy wspólnie oglądaliśmy scenę, w której dzieciaki naparzają się śnieżkami, przebijając się przez zaspy, syn spytał : „dlaczego nie ma śniegu?”, po czym odparł : „ja bardzo chciałbym ulepić bałwana”. Ano nie ma, bo wszystko jest takie jakieś inne. Bardziej pojebane i trudne do wytłumaczenia. Sorry, taki mamy klimat. Oczywiście odpowiedź była nieco wymijająca – „może jeszcze spadnie, przecież to nie ode mnie zależy, nie jestem czarodziejką, on leci z nieba”. Wymiana zdań była na tyle poważna, że młody już wysyłał mnie do sklepu po specjalną różdżkę, która wyczaruje mu tyle śniegu, że spokojnie będzie mógł z niego ulepić całą armię Arktosów.

Mam nadzieję, że podobnie jak teraz, przez najbliższe kilka lat oboje nie będziemy mogli zasnąć wyczekując tego starego gościa w czerwonym kombinezonie.

Od mojego zdemaskowania sprawcy całego tego zamieszania minęło już ze dwadzieścia lat. Czas mija tak szybko, że zrobię wszystko, żeby tą „wiarę” przeciągnąć w czasie tak długo, jak tylko się da.

Wiem, że ten pierwszy „zawód” pociągnie za sobą kolejne, na które jeszcze przyjdzie czas.

Wiem również, że za parę lat i Ty wyskoczysz mi z tekstem, że nie chcesz prezentu urodzinowego dostawać od Mikołaja – sorry ziom 😉

2 myśli w temacie “wierzysz?”

  1. Moje dziecko te starsze,które w styczniu ma 5lat powiedziało że nie wierzy w Mikołaja bo w duchy tez się nie wierzy i są dzieci co maja na imię Mikołaj! I weź to wytłumacz tej małej istocie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *