pamiętniki

Gdybym zacytowała tu pierwszą, ósmą, czternastą, trzydziestą trzecią, pięćdziesiątą, setną, sto dwudziestą pierwszą i jeszcze kilkadziesiąt innych stron z mojego pamiętnika, który kontynuowałam przez 8 lat w trzech zeszytach w kratkę – wyszedłby tu niemały poradnik/dziennik nastolatki kłebiącej w sobie milion uczuć. Często bardzo złych uczuć. Gdyby nie fakt, że okres dojrzewania cechuje przede wszystkim ogromna burza hormonów przeplatających stany depresyjne z euforią, mogło by się okazać, że moje życie to jedna wielka „Moda na sukces”, żeby nie powiedzieć „Trudne sprawy”.

Czytaj dalej pamiętniki

czy ty weźmiesz ze mną ślub? (związki cz.3)

Kiedy dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, w żartach oznajmiłam swojemu ówczesnemu chłopakowi, że daję mu max 2 lata na zakup pierścionka z brylantem – roześmiał się. Zrobiło się trochę niezręcznie, bo przecież takich poważnych rzeczy nie powinno się nikomu narzucać.

Czytaj dalej czy ty weźmiesz ze mną ślub? (związki cz.3)

charaktery

Niektórzy mówią, że charakter człowieka zmienia się średnio co siedem lat. Gdybym te słowa miała odnieść do swojej osoby, akurat na chwilę obecną przypadał by czas mojej kolejnej, wewnętrznej przemiany. Z czwórki wskoczyłabym na spokojną, w miarę ułożoną piątkę z konkretnymi planami na przyszłość.

Czytaj dalej charaktery

związki cz.1

Poznajecie się przypadkiem. Jak się później okazuje – w przyrodzie owszem, zdarzają się, ale tak po prostu miało być. Wspólni znajomi, albo znajomi znajomych, szkoła, kółko plastyczne, praca, cokolwiek. Scenariusze są podobne, a wyjścia zazwyczaj macie dwa – albo coś z tego wyjdzie, albo spierdalaj. Aż dziwne, że przez tyle lat mogliście minąć się na ulicy milion razy.

Czytaj dalej związki cz.1

kilka słów o listopadzie.

Już tylko kilka chwil dzieli nas od pierwszego „Last Christmas” w radio. Za parę godzin z Biedronek wyjadą znicze, które zastąpią palety czekoladowych Mikołajów. W galeriach zabłysną pierwsze choinkowe lampki, ledowe renifery i gwiazdy, a wszystko po to, żeby przypomnieć nam o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia. O ile w ogóle da się o nich zapomnieć.

Czytaj dalej kilka słów o listopadzie.

blizny.

Jedynym plusem zmiany czasu, jaki zauważyłam do tej pory jest to, że raz w roku mam wieczór dla siebie dłuższy o godzinę. Pod warunkiem, że sama nie zasnę, co właściwie jest bardzo możliwe. Nie chcę nawet zaczynać tłumaczyć młodemu o co w tym wszystkim chodzi z nadzieją, że za kilka dni sam się ogarnie i będzie jak zwykle. Kiedy wspomniałam, że chyba jestem już dziś zmęczona, usłyszałam podwójne „ja też” od osobników płci przeciwnej przebywających razem ze mną we wspólnym gospodarstwie domowym.

Czytaj dalej blizny.

nie musimy być szczęśliwi cały czas.

Zastanawiam się, co zmienia nas bardziej – czy ludzie, czy czas.

Żeby zrozumieć co tak na prawdę niektórzy wnoszą (czy też wynoszą) do naszego życia, potrzebujemy czasu. Bywa, że potrzeba na to kilku dni, miesięcy, a niekiedy musi minąć nawet dziesięć lat, żeby zdać sobie sprawę, że faktycznie, spotykanie poszczególnych osób na swojej drodze daje nam więcej, niż mogłoby się wydawać. Obserwuję i analizuję. Czasem opisuję. Człowiek nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Czytaj dalej nie musimy być szczęśliwi cały czas.

moi mężowie.

Kilka dni temu mój pierwszy mąż ponownie stanął na ślubnym kobiercu. Co prawda od rozwodu minęło już ze 20 lat, jednak wspominam Go ciepło i of kors kibicuję i życzę młodej parze jak najlepiej. Mimo, że mówi się, że takich chwil się nie zapomina, to niektóre rzeczy pamiętam trochę jak przez mgłę. Wiem jedynie, że biedny uciekał przede mną tuż po ceremonii (chyba wyczuł temat i wiedział, że nie będzie miał ze mną lekko) a ksiądz, który udzielał nam ślubu sam już jest mężem i przykładnym ojcem. Po ołtarzu też już nie zostało nic poza studzienką kanalizacyjną, gdyż kilka lat później nasz plac zabaw przy Żelazowej Woli został zrównany z ziemią ( o to toczyła się prawdziwa wojna!), a zamiast zjeżdżalni i paru huśtawek rośnie tam teraz kilka krzewów/drzewek. Swoją drogą może dobrze się stało, bo byłam jedyną Kaśką na osiedlu, a na belce od zjeżdżalni widniało hasło „KAŚKA TO RUMUN”.

Czytaj dalej moi mężowie.