szpile

Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem „udajemy, że nas nie ma, a na obiad zamawiamy pizzę”. Mi zwyczajnie nie chciało się stać przy garach, zaś mąż odpuścił weekendowe szorowanie kibla – a przecież do brudnej łazienki wstyd zapraszać gości. Bywa i tak. Żałuję tylko, że nie wpadłam na pomysł podłączenia tabletu do ładowarki stosunkowo wcześniej (przeleżał bowiem ostatnie tygodnie na parapecie) – pozwoliłoby mi to zebrać myśli kilka godzin temu, a nie dopiero teraz.

Komputer włączałam już kilka razy. W związku z niepowodzeniem w pisaniu spowodowanym wszechogarniającym dom C H A O S E M wylądowałam w wannie, gdzie niestety też skazana byłam na małego wyjadacza piany (zamknięcie drzwi nie wchodzi w grę, gdyż przekręcenie zamka działa wręcz moczopędnie).

Mam gdzieś to, że obiad był niezdrowy. Że pranie wciąż wysypuje się z kosza w łazience. Po tych kilku latach wiem, że młody może jedynie posrać się od bąbelków, ale skoro sprawia mu to przyjemność, to uśmiecham się pod nosem goląc lewą łydkę, nie próbując nawet wchodzić z Nim w jakiekolwiek dyskusje.

Już dawno przestałam udawać, że jestem idealna. Jestem w stanie wyjść z domu bez cyckonosza, z niewyregulowanymi brwiami, mało tego – co drugi dzień używam suchego szamponu, żeby drzemać 15 minut dłużej trzy razy w tygodniu! Frytki są ulubionym warzywem mojego dziecka, a ja mimo wielu prób i rozmów nie jestem w stanie tego zmienić.

Prawda jest taka, że gdyby nie to, że my – kobiety – same jesteśmy dla siebie największymi krytykami – nie byłoby wyrzutów sumienia z takich gównianych powodów jak te, które wymieniłam. Mało tego, nie ma większego chuja dla baby, jak właśnie druga baba.

Cały motyw miał swój początek już na podwórku, kiedy jako kilkuletnie dziewczynki rywalizowałyśmy między sobą, chociażby o to, która w zabawie będzie narzeczoną Michała Wiśniewskiego, a komu ostanie się beznadziejny i łysy Jacek Łągwa. Michał – indywidualista, czerwone włosy, piercing i klasa sama w sobie, zaś Jacek – szarak bez charakteru. Gorzej, jeśli w zabawie chciało brać udział więcej osób – wtedy ważne było, żeby zostać dziewczyną KOGOKOLWIEK, żeby utrzymać się w hierarchii. Z dwojga złego, kiedy nie wyrobiłam się, żeby zaklepać sobie któregoś z nich, zawsze posiadałam koło ratunkowe w postaci Leonardo DiCaprio, którego lubię do dziś. Ameryka! W czasach, gdy w telewizji nadawali Zbuntowanego Anioła – obowiązkiem był zakup płyty Natalii Oreiro. Akceptowalne były również kasety, jednak to musiało być uwarunkowane posiadaniem walkmana. Tym oto sposobem Ojciec odwożąc znajomych Ormianinów na stadion warszawski kupował pirackie CD, a kilka miesięcy później, wracając zza granicy nie mógł pokazać się w domu bez przenośnego odtwarzacza.

Wspólnie się nakręcałyśmy. Kiedy jedna wróciła z wakacji w żółtych drewniakach, katowałam matkę i babkę do momentu, aż sama nie przyodziałam swoich. Nie mam pojęcia JAK ja mogłam w tym chodzić – przecież po założeniu skarpet można było polecieć na ryj. Musiałam, bo nie chciałam być gorsza.

Później przyszedł czas na mniej wyimaginowanych chłopców. Dopiero wtedy zaczęły nadciągać prawdziwe dramaty, bo kiedy jeden koleś zaczął Cię olewać, trzeba było znaleźć drugiego, żeby pokazać całemu światu(koleżankom), że to nie Ty jesteś beznadziejna, tylko właśnie ON. Najbardziej przewalone było gimnazjum, gdzie nie można było spokojnie posadzić dupy na kiblu, bo łazienki okupowane były zwolenniczkami błyszczyków z brokatem.

Cambio dolor!

W czasach social mediów ciężko jest nie udawać, a pokazywanie WSZYSTKIEGO nie zawsze jest możliwe – stawiałoby nas w złym świetle, a tego przecież nie chcemy. Jeśli masz za duży tyłek, to pokażesz tylko cycki, a kiedy na brodzie wyskoczy Ci pryszcz – dopierdalasz filtr i zamieniasz się w słodkiego kotka. Być może dlatego tylko obserwuję – bo irytuje mnie strasznie ten wyścig, gdzie najwyższe miejsca na podium zajmują osoby z najbardziej wyidealizowanym życiem.

Gdyby jedna kobieta nie wypomniała drugiej, że beznadziejnie wygląda w tych spodniach – ta pierwsza nie wyszłaby z piątego sklepu z pustymi rękami. Cierpliwie kontynuowałaby poszukiwanie idealnych dżinsów pomniejszających dupę o dwa rozmiary tylko po to, żeby następnym razem usłyszeć „mega, gdzie kupiłaś?”. Jeśli poza zachwytem wryjemy koleżankę w ziemię razem ze szpilkami, punkty za zajebistość podwajamy!

Inny temat – rzeka, to MATKI. One zawsze wszystko wiedzą najlepiej. Potrafią wypomnieć każdą plamę na śpiochach Twojego własnego dziecka tylko po to, żeby uświadomić Ci, że to Ty jesteś chujowa. Że jesteś gorsza, bo za mało wiesz. Za mało książek o macierzyństwie i dzieciach przeczytałaś. Za mało postów na piętnastu forach dla mam zaobserwowałaś.

Choruje? Pewnie przegrzewasz.

Rzyga? Masz beznadziejne cycki, kup se to mleko, stówke kosztuje ale jest na wypasie,lepsze niż matki.

Nie chce spać? Dziwne, mój spał.

Kupiłaś używany wózek? Nie boisz się zarazków? Może pożyczyć Ci szczotkę parową, to sobie przelecisz? Nie? No jak chcesz, to ryzykuj.

Na te wszystkie niepokalane, najlepiej działa jednak MILCZENIE. Im dłużej milczysz, tym więcej krwi je zalewa.

Za często :

Nie wspieramy się. Podcinamy sobie skrzydła. Zazdrościmy. Wypominamy. Kiedy koleżanka ma ładne dziecko, to nigdy jej tego nie powiemy, bo szlag nas trafia. Kiedy któraś awansuje, to nawet, jeśli uśmiechamy się i gratulujemy, w głowie kłębią się najgorsze myśli i przeklinamy ją w trzech językach.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że tylko MY tak mamy. Mój mąż – na szczęście nie przypominający z żadnej strony Jacka Łągwy jeszcze nigdy nie uraczył mnie stwierdzeniem typu „Ty widziałaś jak ON wygląda? przytył chyba z dziesięć kilo”. Cieszę się, bo któreś z nas szybko by owdowiało.

W mężczyznach jest jeszcze nadzieja, bo zazwyczaj wszystko, co nam nie mieści się w głowie – ONI po prostu mają w dupie 😉

2 myśli w temacie “szpile”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *