świąteczne memory

Nic mnie tak nie irytuje z rana, jak darcie japy z pokoju obok. Człowiek próbuje odespać wszystkie troski z nadzieją, że chociaż ten jeden dzień w roku okaże się być dla niego łaskawy. Nic bardziej mylnego! Zwłaszcza, kiedy zrywam się tylko po to, żeby za chwilę pędzić do sklepu po puszkę groszku konserwowego, jajka i bułkę tartą. Z dwojga złego wolę w ten sposób okazać wsparcie mamie, która po raz kolejny dostała zjebę, bo przecież ojciec „ostatni raz wyszedł z domu!” – niż słuchać tego jarmolenia pod nosem okraszonym wąsem. Powinna się cieszyć kobita, że ma nas czworo – zawsze znajdzie się jakiś jeleń, który skoczy do Stokroty po „przypomniałomisię”.

Kiedy już udało mi się zwlec z łóżka, popędziłam do łazienki, przepłukać skacowane oczy. Gdy już na nie przejrzałam – w wannie udało mi się dostrzec tego biedaka, który wieczorem swój żywot zakończy na patelni. Popatrzyłam chwilę, jak wyjada pianę z pasty do zębów (sorry, moje przeoczenie), zamieniłam z nim dwa zdania, coś pokroju przywitania z pożegnaniem, po czym piżamę zmieniłam na dres, oczywiście bez cyckonosza – na wszystko bowiem przyjdzie czas.

No i maszeruję, w pełni świadoma, że nie jest to moja ostatnia wycieczka do supermarketu tego dnia. Nie lubię ryb. Za sałatką jarzynową też jakoś specjalnie nie przepadam, ale nie ma opcji, żeby w menu znalazła się sałatka gyros – wolę nie ryzykować i nawet się nie wychylam. Barszcz z uszami zawsze spoko.

Do południa jakoś leci, jest co robić i faktycznie każda para rąk do pomocy się przydaje. Jako, że dzień wcześniej zabalowałam i sił na prysznic przed snem zbrakło, tak teraz muszę czekać do momentu, aż głowa rodziny wyłowi tego dziada, po którym wannę spłukuję piętnaście razy z obrzydzeniem. Kichy mi wessało, bo przecież wszystko jest „na święta” i nieważne, że będziemy to żreć przez najbliższy tydzień. Post to post, kropka. Kiedyś już chyba wspominałam, że jeśli chodzi o bicie karpia, to w naszym domu „głową rodziny” od zawsze była mama.

Zasiadając przy rodzinnym, świątecznym stole, przy zastawie, która pamiętała chyba jeszcze ZSRR emocje powoli opadały. Kolacja trwała nie więcej niż 40 minut, bo zaciśnięte wcześniej żołądki nie przyjmowały już tyle, co w ciągu „normalnego” dnia.

I te życzenia.

Córeczko, życzę Ci, żebyś znalazła jakiegoś fajnego chłopaka i skończyła szkołę. Brzydka nie jesteś, głupia też nie, więc dasz radę. Dzięki tato. Chwilowo wybaczam te wszystkie głupie teksty, którymi raczysz mnie na co dzień. Może nawet na chwilę uwierzę, że mają one jedynie charakter dydaktyczny. Taka zwyczajna, rodzicielska troska ubrana w wulgaryzmy.

Gdy byłam mniejsza wierzyłam, że tuż po północy mój chomik zacznie mówić ludzkim głosem. Podobnie, jak nieco później, kiedy po obejrzeniu świątecznego odcinka „Świata według Kiepskich” pełna nadziei czekałam, aż wszystkie moje Barbie ożyją. W wieku, kiedy byłam już w pełni świadoma, że to wszystko to jedna wielka ściema, przestałam lubić Święta. Mało tego, nienawidziłam ich. Czekałam jedynie, aż budzik zadzwoni, żeby wyskoczyć z domu i spotkać się ze znajomymi pod pretekstem wyjścia na pasterkę. Nie pamiętam już nawet, czy kiedykolwiek udało mi się dotrzeć do kościoła.

Musiało minąć dziesięć lat, żebym zaczęła się śmiać. Z całej tej gorączki, której wszyscy co roku dawaliśmy się zwariować. Z tych kłótni zakończonych wspólną wigilijną kolacją. Paradoks, bo na 48miu metrach kwadratowych powietrze można było nożem kroić, za sprawą nerwowej atmosfery, która się w nim unosiła.

Dziś Święta spędzam inaczej. Po swojemu. Nie przeprowadzam się ze śpiworem do kuchni, nie czyszczę fug szczoteczką do zębów, a skupiam się raczej na rzeczach, których potrzebujemy wszyscy.

„Wiesz mamo, lubię kiedy jesteśmy razem, ja, ty i tata – nasza rodzina”.

I tym razem Dr Oetker nas nie zawiódł. Pierniczki już się studzą, a w ramach zajęć plastycznych zajęliśmy się ich ozdabianiem.

Mimo to, wszystko jest jakieś takie.. inne.

Większość z nas nie wyobraża sobie tych poczynań nie relacjonować na instagramie. Przez ostatnie kilka dni wirtualnie udało mi się odwiedzić kilkadziesiąt domów, podziwiać choinki bliższych i dalszych znajomych. O zdolnościach kulinarnych nawet już nie wspomnę. Wszystko jest tak idealne, że nie mogę wyjść z podziwu. Gdzie ten pierdolnik? Czy tylko mnie otacza on z każdej strony? Kiedy zaczynam ogarniać salon, w kuchni nie ma już jak przejść, żeby nie nadepnąć na resoraka, czy LEGO.

Kiedy wyobrażam sobie moją matkę, która klepie foty śledziom, sernikowi, miednicy z sałatką jarzynową, albo karpiowi bez głowy – krztuszę się ze śmiechu. Już widzę, jak odpala telefon i rozpoczyna swoje STORIES –

„no cześć kochani, taka jestem zmęczona! cały dzień zapierdalam przy garach, a stary jeszcze drze ryja. boję się powiedzieć Kaśce, że nie mam już majonezu, a jajka same się nie zrobią. jak myślicie? nie zabije mnie? dzięki za wsparcie, do usłyszenia! buziaczki!”.

Wszystko zależy od nas samych. Jasne, nie mam nic do podążania wraz z duchem dwudziestego pierwszego wieku, ale wiele rzeczy chciałabym odzobaczyć. To nie jest tak, że nie ma mnie w social mediach, staram się jakoś utrzymać ten balans między światem rzeczywistym, a wirtualnym. Świadczyć może o tym między innymi 68 kopii roboczych tego wpisu. Bo mamo wytnij, mamo, znajdź sznureczek, ej weź mamo popatrz, Shimmer i Shine, dwa dżiny naj naj. Zrobisz mi kanapkę? Mamo, chcę pić.

Ze stoickim spokojem zaspokajam wszystkie potrzeby czterolatka z nadzieją, że uda mi się skupić choć na chwilę, w najgorszym wypadku za 3 godziny, kiedy już zaśnie.

Prawda jest taka, że Boże Narodzenie i końcówka roku, to u mnie najgorszy czas refleksji ever. Kto mnie zna, ten wie, że w Nowy Rok dosłownie wkraczam o rok starsza, co potwierdza tylko moją życiową tezę – „Nowy Rok, STARA ja”.

Jedno jest pewne. Tak zajebiście tęsknie za czasami, po których zostały już tylko wspomnienia. Nawet teraz, kiedy spotykamy się z mamą, siostrami, bratem, babciami i resztą naszej familii – to nie jest już to samo. Od chwili, kiedy przestałam postrzegać świat oczami dziecka.

Myślę, że idealną puentą do tego wpisu będą słowa Juniora wypowiedziane przed chwilą :

Mamo, zbudujesz mi świat?

No jasne,

Spokojnych Świąt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *