Wariujemy.

Płaczemy.

Śmiejemy się.

Cieszymy się.

Obserwujemy.

Rozmawiamy.

Kłócimy się.

Trzaskamy drzwiami.

Przytulamy się.

Mamy czas.

Przestałam biec. Doceniam wspólne śniadania, nudne poranki, pomidorową trzy razy w tygodniu, popołudniowego Superfarmera, bajeczki, placki bananowe, kawę z ekspresu i wieczory spędzane na czytaniu Pinokia. Kiedy wszyscy układają się do snu, ja czuję ulgę. Ze spokojem napawam się ciszą, którą uwielbiam i czekam na kolejny, podobny do poprzedniego dzień. No chyba, że zmęczona nadmiarem emocji przysypiam w cyckonoszu razem z młodym, żeby po kilku godzinach wziąć szybki prysznic i spowrotem wskoczyć pod kołdrę. Bywa i tak.

Od jutra moja kuchnia na jakiś czas zmieni się w biuro. Tym oto sposobem, właściwy człowiek zasiądzie we właściwym miejscu, od poniedziałku do piątku, przez osiem godzin dziennie. Światło jest dobre, przydymiona mięta na ścianach jakoś tak mnie relaksuje, a zamiast ramki z kwiatem od juniora tuż przy monitorze zmuszona będę spoglądać na chlebak. Dobrze, że tuż po prawej mam lodówkę znacznie odbiegającą wyglądem od tych z katalogów z Ikei. Śmiało mogę stwierdzić, że to nie urządzenie chłodnicze, a mała Galeria Sztuki!

Czy mnie to przeraża? Chyba nie.

Nie ma dla mnie bowiem bardziej bezpiecznego miejsca na ziemi, niż własny dom. Dlaczego miałabym się bać, skoro wychodzenie na zewnątrz ograniczyliśmy do minimum, zgodnie z zaleceniami wszystkich mądrych głów w kraju. Cieszę się, że mam możliwość świadczenia pracy zdalnej, bo pozwala mi to spać spokojniej, niż innym, którzy takiego przywileju nie posiadają.

Świat zatrzymał się na moment, co nie oznacza jeszcze, że już się kończy. Wręcz przeciwnie! Powoli i spokojnie czerpiemy z tych dni jak najwięcej mimo, że zdarzają się chwile słabości. Nam wszystkim. W domu tradycyjnie, wszystko, od prania, obiadu, po chaos i pierdolnik – robi się samo. Przymykam oko na piasek kinetyczny, ścinki z papieru kolorowego, nieposortowane pranie, lego wymieszane z kurzem i błotem – dla dobra ogółu. Po pierwsze – gości się nie spodziewam, po drugie – obecna sytuacja jest stresująca nie tylko dla dorosłych – dla dzieci również. Stulam więc w pysk z nadzieją, że kiedy wszystko wróci już do normy, to wizualnie też ogarnie się SAMO.

Czterolatek rozumie na prawdę dużo, dużo rzeczy. Łyka wiedzę i nowe słowa niczym mały pelikan, dlatego co wieczór, podczas kąpieli premierę mają co raz to nowe hity, z KORONAWIRUSEM w roli głównej. Ciężko jest mu jednak zrozumieć, dlaczego, skoro świeci słońce, nie możemy tego dnia spędzić na placu zabaw? Przecież doskonale wie, że nie można się całować i przytulać. Mimo wszystko, bierze na klatę zalecenia odgórne i stara się organizować sobie czas tak, żeby tej NUDY było jak najmniej. Z większą, lub mniejszą pomocą rodziców.

Mamo, możesz mi to wyciąć? Tylko nie wchodź do mojego pokoju!

Dziś pierwszy raz od dwóch tygodni zrobiłam pełny makeup. Kompletnie mi go nie brakuje, chociaż muszę przyznać, że dziś wyglądałam wyjątkowo dobrze. Nie wiem, czy to zasługa podkładu i rozświetlacza, czy odpowiedniej ilości snu, w każdym razie w formie lepszej niż ostatnimi czasy wyruszyłam w miasto. Są sprawy, których nie da się załatwić przez internet (mimo, że kurwa większość z nich na prawdę można i korzystam z tego ile wlezie), dlatego nie powinien dziwić mnie widok tych wszystkich starszych pań i panów w bankach, sklepach, aptekach, przychodni, czy komunikacji miejskiej. Mimo wszystko, nie mogę przeżyć tego, że młodzi ludzie są o wiele bardziej rozważni niż Ci, którzy niekiedy przeżyli wojnę, stan wojenny i powinni mieć wyobraźnię większą, niż my.

Być może, nie mają już nic do stracenia. Może najzwyczajniej w świecie nie chce im się już żyć, chodzić do lekarza, oglądać tureckich seriali, myć protez, bo wszystko, co chcieli w życiu osiągnąć, już osiągnęli?

A może po prostu wkurwia ich minister zdrowia, który pierdoli jak potłuczony o siedzeniu w domu, nie wiem. Szczerze mówiąc, to ja też się wyłączyłam. Netflix jest przez mój mózg przyswajalny o wiele lepiej, niż chociażby TVPinfo.

Prawda jest taka, że tylko od nas samych zależy, jak podejdziemy do całej sytuacji. Nie musi być ona jedynie ograniczonym życiem przepełnionym nakazami i zakazami. Równie dobrze, możemy potraktować to jako specjalny czas dla nas. Na rozmowę, zabawę, nadrobienie zaległości w książkach, niekiedy modlitwę. To może być dobry czas. Czas, który jeszcze bardziej zbliży nas do siebie i pozwoli dostrzec to, co mamy. Tak bardzo często o tym zapominamy.

Poza tym,

fakt, że mój syn w oknie życia się już nie zmieści, a mógłby je jeszcze niechcący wysadzić, gdyż jego malutka, słodziutka główka przepełniona jest milionem pomysłów nie zawsze do końca bezpiecznych – tylko utwierdza mnie w tym, że łatwiej i bezpieczniej będzie wybrać mniejsze zło i olać ten pierdolnik. Wziąć trzy głębokie wdechy. No dobra, trzydzieści osiem głębokich wdechów, po czym zapewnić dzieciaka, że wszystko w porządku i wcale się nie duszę, a potrzebuję tylko odrobinę więcej tlenu niż zwykle.

Na dzień dzisiejszy rozwodu też nie przewiduję. O wszystkim będę informować na bieżąco, chociaż plusem jest tu trzypokojowe, przestronne mieszkanie. Nie wiem, czy mąż chciał mnie dziś zabić, czy po prostu chrapałam, bo w pewnym momencie, w trakcie snu poczułam niemałe pierdolnięcie. W to, że chrapię jestem w stanie uwierzyć, więc nie mam zamiaru tego wyolbrzymiać – być może to zaufanie kiedyś mnie zgubi. Być może 😉

Za jakiś czas wstanę, przelecę włosy suchym szamponem, nałożę tapetę, wskoczę w dżinsy i tshirt, żeby zaraz biec na przystanek. Wypiję kawę przeglądając maile w biurze, jednocześnie kombinując jak to zrobić, żeby odebrać młodego, ugotować coś na szybko i chwilę posiedzieć. Koniecznie tak, żeby nie stracić za dużo czasu na wszystko, a na moment zająć się niczym, co byłoby idealnym przeciwieństwem tego, co robiłam przez większą część dnia. Przespać serial w objęciach młodego, kiedy bajeczka na dobranoc wejdzie za mocno. Obudzić się gdzieś w środku nocy, upewnić, że stary wrócił z tej Biedronki, zapalić fajkę i dalej pójść w kimę.

Póki co siedzę na dupie i oswajam się z tym, że życie nagle mi zwolniło. DUPA jest tu kluczowa (!!!), w całej tej chorej sytuacji, w której się znaleźliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *