„noc kultury”

Obudziłam się rano i spojrzałam na zegarek. Było stosunkowo wcześnie, więc doszłam do wniosku, że spokojnie przez najbliższą godzinę mogę jeszcze nie wstawać. Zza drzwi co prawda wydobywały się już jakieś dźwięki, jednak nic nie wskazywało na to, żebym o ósmej rano była komuś potrzebna do życia. Sobota to taki mój ulubiony dzień, bo praca, którą muszę tego dnia wykonać należy do tych najprzyjemniejszych.

Przeleżałam więc jeszcze sześćdziesiąt minut na swojej bordowej, lekko spranej wersalce z szarą obramówką, żeby następnie zwlec się z niej i włożyć dżinsy w rozmiarze 40. Co prawda kupiłam je w szmateksie, jednak leżały idealnie i miały fajne suwaki przy kostkach. Wzięłam łyka herbaty z dzbanka stojącego na biurku – takiej zimnej, dobrze posłodzonej i z kwaskiem cytrynowym. Niestety kapeć w gębie okazał się większy niż się spodziewałam, zatem myjąc twarz lodowatą wodą, ową herbe poprawiłam kranówką. Podkresliłam dolną powiekę czarną kredką – jak zawsze na linii wodnej i byłam już prawie gotowa do wyjścia. Spakowałam jeszcze kilka rzeczy i dwie fajki, które zostały mi z poprzedniego wieczora wrzuciłam na dno sportowej torby wypełnionej po brzegi farbami i ołówkami. Teczka nie należała do najlżejszych, bo musiała pomieścić format 100×70, oczywiście egzaminacyjny.

Los chciał, że autobus, który przyjechał był niskopodłogowy – zredukowało to ryzyko upadku do minimum. Chwilę później już mnie nie było. Wyłączyłam się na najbliższe 4 godziny, bo wiedziałam, że im więcej metrów kwadratowych pokryję farbą, tym bliżej mi będzie do spełnienia marzeń.

Później dostałam chyba z liścia i się ocknęłam. To moje ulubione wspomnienie, za którym tęsknię prawie tak samo, jak za niepłaceniem rachunków. No dobra , fajki w cenie 5,90 też były całkiem spoko.

Młody przyszedł do mnie gdzieś koło siódmej, przytuliliśmy się, więc jednym słowem udało mi się wyegzekwować dodatkowe pół godzinki, zanim wylądowałam na podłodze u niego w pokoju razem z plejdo.

Nie spodziewałam się, że noc kultury to taka fajna noc. Nigdy mnie to nie jarało, jednak za namową sąsiadki wybraliśmy się w podróż wspólnie, z naszymi chłopakami. Mimo, że tłumy były dzikie, z twarzy nie schodził mi uśmiech, zwłaszcza kiedy w Portofino dokonałam odkrycia roku – lodów o smaku jagera z redbullem. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że ktoś wpadł na tak genialny pomysł a oczy świeciły mi się jak Frankowi na widok statków pirackich. Właściwie to te świeczki w oczach towarzyszyły mi przez cały wieczór, bo to, co trzylatek jest w stanie wyczyniać, nie mieściło mi się w głowie. Kocham ten luz i bezstroskę, która ich przepełnia. Na wszystko patrzyli z takim zaciekawieniem, że czułam się mega dumna, że pokazuję świat małemu człowiekowi. Zwłaszcza, że to co widział tak bardzo go cieszyło.

Przechodząc obok bramy Grodzkiej wszystko wróciło. To tam spędzałam każdą sobotę – 10 lat temu. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo za tym tęsknię i mimo, że minęło już tyle lat, w dalszym ciągu czułam klimat tego miejsca. Udzielił mi się do tego stopnia, że dziś pół dnia spędziłam w sypialni, wymachując ołówkami. Ten dźwięk tak mnie zrelaksował, że zapomniałam o całym świecie, do momentu aż syn zawołał mnie do toalety w wiadomym celu.

Na obiad zaserwowałam mu pierogi z biedry, a sama zjadłam pół ziemniaka popijając go butelką kefiru, po czym znów schowałam się na chwilę, żeby jeszcze przez jakiś czas wsłuchać się tylko w to drapanie po kartce.

Jak widać, nikt za wyjątkiem nieumytej podłogi nie ucierpiał, a niedziela zakończyła się w miarę spokojnie. Popołudnie spędziliśmy na dworze, więc w tej kwestii nic się nie zmieniło. Brakowało mi tej pauzy. W tej chwili już wiem, że niektórych rzeczy się po prostu nie zapomina. Zanim skończę, minie pewnie jeszcze trochę czasu (swoją drogą już wiem, dlaczego tego nie robiłam – zawsze było coś -coś ważniejszego, coś co nie mogło czekać, a właściwie wydawało mi się, że nie mogło), jednak teraz już wiem, że warto olać niektóre sprawy tylko po to, żeby położyć się spać ze świadomością , że zrobiło się coś fajnego, dla siebie. Ja tą świadomość mam i wiem, że to był dobry dzień, który zwiastuje jeszcze lepszy tydzień.

Dobranoc.

Ps – wilk też tu zawita, brakuje mu jeszcze tylko trochę tła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *