mieć czy być ?

Konsumpcjonizm w dzisiejszych czasach niekiedy mnie przeraża. Być może dlatego, że „dorastałam” w supermarkecie – mojej pierwszej „poważnej” pracy, którą całe szczęście udało mi się nieco skrócić dzięki urodzeniu dziecka. Prawda jest taka, że większość lasek tuż po podpisaniu umowy na czas nieokreślony zachodzi w ciążę. Niezależnie od tego, czy pracodawca jest Niemcem, Portugalczykiem, czy Litwinem – zawsze zapłaci tą najniższą krajową w czasie, kiedy owa ciężarna zapieprza po ciuchlandach w poszukiwaniu bodziaków z Primarka.

Lubię obserwować ludzi, analizować ich zachowania, wchodzić z nimi w dyskusje na poważnie, a czasem po prostu rozmawiać o pogodzie (to taki mój trochę psychologiczny rozkmin, co nie zmienia faktu, że psycholożka by była ze mnie kiepska, chociażby ze względu na wulgaryzmy). Nie ma drugiego takiego miejsca (z wyjątkiem internetu, gdzie każdy może zostać królem Januszem), w którym okazuje się kto jest człowiekiem, a kto cienkim chujem, jak właśnie S U P E R M A R K E T (zwłaszcza znajdujący się w galerii handlowej). Tam przekrój społeczeństwa jest ogromny – od bezdomnych, którzy przynoszą garść drobnych wraz z grzybicą paznokci, po panie doktor, prawniczki, biznesmenki, czy po prostu zwykłe matki, matki-karierowiczki, bądź też ojcowie – mężowie tych matek, często nie do końca zdający sobie sprawę, co oni właściwie tam robią i co to do chuja jest mascarpone.

Mimo, że okres przedświąteczny należy do intensywnych i każdego dnia „dużo się dzieje”, zapamiętałam pewnego starszego Pana, który z listą od żony spacerował po sklepie chyba z półtorej godziny. Spokojnym krokiem 70-cio letniego staruszka maszerował między niektórymi alejkami po kilka razy, prosząc o pomoc w odnalezieniu poszczególnych składników do ciasta (w międzyczacie odhaczając kolejne podpunkty na liście od żony). W zamian za wsparcie otrzymałam od Niego wielki baton marcepanowy, który kosztował chyba z dwie dychy i następne kilka miesięcy leżał pod kasą, bo za marcepanem nie przepadam. Tej życzliwości i empatii mogliby się od Niego uczyć wszyscy Ci, którzy przychodzą przede wszystkim wylewać swoje brudy na ekspedientki,robiąc zakupy właściwie przy okazji. Nauczeni, że „klient nasz PAN”, często korzystają z przywilejów, bo przecież łatwiej jest zmieszać z gównem nieznajomą kobietę, niż postawić się (na przykład) żonie. Życzliwość boli, a uprzejmość nadzwyczajnie parzy w język.

Franek za kilka tygodni skończy cztery lata. W swoim dość krótkim życiu w galerii nie był więcej niż 7 razy. Jednym z powodów jest święty spokój – nasz wspólny, jednak przede wszystkim jestem zdania, że jest na prawdę milion lepszych rozrywek, niż spacerowanie po sklepach. Nie chcę, żeby myślał, że centrum handlowe to miejsce, gdzie można kupić wszystko. Rozwalisz spodnie – idziesz i kupujesz nowe, rozdepczesz zabawkę – lecisz do Toysa, masz katar – po drodze skoczysz do apteki. Być może dlatego cieszy się z małych rzeczy, chociażby koszulki po dziecku kuzynki, która kosztowała mnie w sumie nic, ale jest cała w pająki, używana ale mimo wszystko świetna. To nie jest też tak, że kiedy wchodzi do sklepu dostaje spazmów na widok nowych zabawek, a kiedy otwieram szafkę, z której wysypują się słodycze, objada się za wszystkie czasy (w przeciwieństwie do swojego ojca).

Jeśli mam możliwość oszczędzić mu widoku niezdecydowanej kobiety, która kupuje po pięć plasterków ośmiu rodzajów wędlin – po prostu to robię. Odkąd pojawił się na świecie staram się pokazać mu świat taki, jaki jest na prawdę. Chcę, żeby wiedział co jest ważne, dlatego z naszej strony nie doświadcza agresji, ale nie widzi jej też między nami (wbrew pozorom wie, że takie zjawisko istnieje, dlatego między innymi przychodzi do mnie z pytaniem, dlaczego kolega Go popchnął). Ludziom brakuje szacunku, a ja chcę Go nauczyć szanować innych. Wiem, że podobnie jak ja nie raz dostanie po dupie i przed tym nie jestem w stanie Go ochronić, jednak chcę, żeby wiedział, że w nas zawsze będzie miał oparcie.

Jako młoda dupa wyszłam z domu, w którym nie wszystko było dla mnie tak jasne i proste jak teraz. Wiele rzeczy musiałam wywnioskować sama, a wsparcie często dostawałam tylko ze strony matki. Każdy upadek sprawił, że sama zaczęłam odróżniać priorytety od spraw mniej ważnych. Sama jestem sobie sterem/żaglem, bo tak wybrałam. Być może dlatego, że chciałam życia innego, niż miałam do tej pory.

Kiedyś puchową kurtkę zakładałam tylko jadąc w odwiedziny do babci. Czapkę ściągałam zaraz za prześwitem w bloku, kiedy tylko znikałam z zasięgu wzroku mamy siedzącej w oknie w kuchni. Okrycie wierzchnie nie mogło zasłaniać mi dupy i nie mogłam pozwolić, żeby coś zepsuło mi fryzurę.

Dziś wkładam ciepły płaszcz i zakrywam uszy – dosłownie i w przenośni. Nie muszę już skupiać na sobie uwagi bo wiem, że dostanę ją od osób, które są mi bliskie.

Ten Pan od grzybicy też był spoko, zwłaszcza w chwili, kiedy ściągnął spodnie i nasrał na środku alejki wkurwiony, że traktują Go jak śmiecia ze względu na Jego status społeczny. Co prawda nie skończyło się to dla Niego dobrze, bo został wyprowadzony przez funkcjonariuszy, ale mina ludzi, którzy na to patrzyli była bezcenna. Żaden Jasiek nie urodził się pod sosną, pod którą kima latem. Kto wie, może kiedyś miał wszystko?

Warto pamiętać o tym, że pozycja, którą zajmujemy może nam spierdolić w chwili, w której kompletnie się tego nie spodziewamy. Dobrze być człowiekiem od samego początku, na przykład po to, żeby w trudnych chwilach pozostać nim dla innych.

2 myśli w temacie “mieć czy być ?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *