Już tylko kilka chwil dzieli nas od pierwszego „Last Christmas” w radio. Za parę godzin z Biedronek wyjadą znicze, które zastąpią palety czekoladowych Mikołajów. W galeriach zabłysną pierwsze choinkowe lampki, ledowe renifery i gwiazdy, a wszystko po to, żeby przypomnieć nam o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia. O ile w ogóle da się o nich zapomnieć.

Dla niektórych te pierwsze trzy dni listopada, to jedyny czas, kiedy z bagażnikiem załadowanym wiązankami wpadają w odwiedziny do swoich bliskich, których już nie ma. Bo nie mają czasu, możliwości, albo chęci, a „pierwszego” po prostu wypada tam być. Włożyć szpilki, zajebiste futro i okulary przeciwsłoneczne mimo, że wiatr mało łba nie urwie. Powtórzę się – dla niektórych.

W tym roku ominęła mnie cała ta gorączka. Mimo wszystko, nawet przez chwilę nie miałam wyrzutów sumienia. Pamiętam każdego dnia, wspominam dosyć często, zawsze z uśmiechem.

Mam to szczęście, że większość moich bliskich żyje. Dopiero od kilku lat na cmentarzu odwiedzam dwóch (z trzech,ale to dzika historia) dziadków i cieszę się, że nie muszę ze sobą targać torby pełnej zniczy bo wszyscy, których potrzebuję są ze mną. Nie wiem jak długo, ale doceniam ten czas, który mamy dla siebie.

Nasz świat psuje nam Święta. Przysłania wszystko, co tak na prawdę jest ważne. Po chuj dziadkowi, który i tak już nie żyje znicz grający wesołą melodię?

Nie wstanie,

nie podziękuje

i nie zatańczy.

Jestem pewna, że o wiele bardziej ucieszyłby się z kilku prostych słów, albo modlitwy. Z tego, że ktoś o Nim pamięta i wspomina Go czule. Z prawnuków, które zdają sobie sprawę, że spoczywa właśnie w tym miejscu i wpadną raz na jakiś czas, zmiotą kurz i z ciekawością posłuchają, jakim był człowiekiem.

Kwiaty i znicze to jeden ze sposobów okazania szacunku. Pod warunkiem, że nie przybierają formy pojebanej do tego stopnia, że dopiero w ósmym sklepie uda nam się trafić te z zakrętkami pod kolor kostki brukowej. No chyba, że świętej pamięci nieboszczyk doceni nasze starania gromem z jasnego nieba, nie wiem.

Myślę, że równie ważne jest, żeby w tym czasie pomyśleć też o tych, którzy wciąż są wśród nas. Docenić starą babcię, która dziś wkurwia mnie trzecim telefonem w ciągu doby, bo jutro może już nie dojść do przedpokoju, w którym wisi stacjonarka. Dlatego zaciskam zęby. Uśmiecham się i powtarzam się po raz kolejny, bo w sumie od rana nic się raczej nie zmieniło poza tym, że stoję w kuchni i przygotowuję obiad, nie śniadanie.

Porozmawiać z mamą, z siostrą, przytulić się do dziecka, tudzież mało wylewnego męża. Kiedy dziś spytałam Go, czy jak jest w pracy, to za mną tęskni – spojrzał, jak gdyby zobaczył trupa. Nie wiedział o co mi chodzi, czy będę umierać, składać papiery rozwodowe, czy wygrałam w totka i spieprzam za granicę. Upewnił się raz jeszcze, czy aby na pewno dobrze usłyszał, a kiedy zaczęłam się śmiać z Jego poważnej miny, odparł : „w pracy nie mam czasu na tęsknotę”. Gdyby nie fakt, że pracuje w BIEDRONCE i na prawdę z okazywania uczuć ma u mnie PAŁĘ Z MINUSEM – wzięłabym ten rozwód. Chwilę później skoczył na balkon po suszarkę z praniem mimo, że zarzekał się, że tego nie zrobi, co w Jego języku oznaczało „też Cię kocham i czasem nawet tęsknię”.

Pielęgnować prawdziwą przyjaźń. Nawet, jeśli towarzyszyć będzie temu kac i niemiłosierny ból głowy. Zwłaszcza taką, która trwa już od wielu lat, żeby nie mówić kilkudziesięciu (chcę się czuć choć trochę młodo, a to brzmi tak poważnie).

Dziękować za proste rzeczy. Codziennie.

Najgorszym uczuciem, jakim możemy darzyć, bądź zostać obdarzonym jest ŻAL.

Nie nienawiść, obrzydzenie, tęsknota, a żal – bo kurwa, nigdy nie mija. Może się wydawać, że gdzieś zniknął, ale on będzie już zawsze, do ostatniej chwili naszego życia.

Z żalem żyje się źle, a świadomość, że ktoś czuje do nas żal jest gorsza, niż poczucie nienawiści.

Mam żal do Ciebie, że zmarnowałeś mi dwadzieścia lat życia, że nie pozwoliłeś mi odejść i ułożyć go na nowo, z kimś innym.

Czuję do Ciebie żal, że nie pochwaliłeś mnie, że byłem najlepszy z matmy. W zamian za to spuściłeś mi wpierdol, bo urwałem się z lekcji.

Czuję żal, bo nigdy nie powiedziałaś, że moje rysunki są świetne.

Czuję żal, bo nie powiedziałeś mi co jest nie tak, tylko odszedłeś zostawiając mnie w tym gównie. Samą, z dziećmi.

Czuję żal, bo nie spytałaś jak miał na imię mój pierwszy chłopak.

Czuję żal, bo nigdy nie usłyszałam od Ciebie „jestem z Ciebie dumny”.

Mam do Ciebie ogromny żal, bo mnie nie znasz, ba, nigdy nawet nie podjąłeś próby, żeby to zmienić.

Wybaczyć, nie oznacza zapomnieć. To byłoby zbyt proste dla obu stron.

Skłoniona do refleksji wiem, że zrobię wszystko, żeby moi bliscy nie czuli do mnie żalu. Chcę być obecna w ich życiu w stopniu, w jakim będą tego potrzebować.

Chcę podziwiać, doceniać, gratulować, przytulać, wypytywać, wspierać, dzwonić po śniadaniu, obiedzie i kolacji (ale to dopiero za pięćdziesiąt lat – żeby mieć wytłumaczenie, że na stare lata pojebało mi się we łbie i dziadek alzheimer zeżarł mi pół mózgu).

Z poważaniem i z ogromną nadzieją na przyszłość,

Katarzyna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *