karma

Od dłuższego czasu w naszym domu trwa konflikt na linii ja – mąż. Powód jest może błahy – ów osobnik notorycznie zarzuca mi, że głodzę psa. Ja zaś cały czas utrzymuję wersję, że nie karmię suki tylko i wyłącznie dlatego, że doskonale zdaję sobie sprawę, że kiedy PAN wróci z pracy, uzupełni wszelkie braki pokarmu niezależnie od tego, czy zrobiłam to godzinę wcześniej, czy nie.

Zdawać by się mogło, że raz : jestem nienormalna, bo chcę bidulkę wykończyć i o zgrozo doprowadzić ją do skrętu kiszek, a dwa : do reszty mnie już pojebało, bo kiedy wpadam na bloga dwa razy w miesiącu, wypadałoby napisać już coś mądrego, a nie odpalać wywody na temat żywienia buldoga. Znajdą się też tacy, którzy pomyślą sobie, że fajnie by było mieć problemy, zwłaszcza MAŁŻEŃSKIE pokroju naszych. No, fajnie by było. Ale nie o to w tym wszystkim chodzi.

Nie zmienia to jednak faktu, że buldożki to bardzo specyficzne psy. Kochane, nerwowe, bardzo wrażliwe, podłe i przede wszystkim nie mające jakiegokolwiek umiaru, jeśli chodzi o jedzenie. Babeczka zeżre wszystko ( z sałatą rosnącą na balkonie włącznie), a ponadto wykorzystuje dobre serce swojego głównego właściciela, którego traktuje trochę jak chłopaka. Zagłębiając się w ten temat muszę przyznać, że czasem mnie to przeraża, bo faktycznie zdarzało mi się odnieść wrażenie, że jest zazdrosna. O MNIE.

W tym momencie do głowy nasuwa mi się jeden wniosek :

Prędzej, czy później KARMA ZAWSZE WRÓCI.

Nawet tak małe i bezbronne stworzenia jak pieski przekonują się o tym na własnej skórze. Z ludźmi jest podobnie, z tym że z nami sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo w jednym z przypadków obżarstwo, jako jeden z grzechów głównych doprowadzić może do bulimii. Jeżeli jednak nie mamy do czynienia z zaburzeniami psychicznymi powodującymi problemy z układem pokarmowym, może warto byłoby się zastanowić nad sobą? Nad tym, czy faktycznie to, że żyjemy w czasach nadmiaru upoważnia nas do tego, żeby przestać być człowiekiem.

Normalnym, lojalnym, szczerym, empatycznym człowiekiem, który nie wypnie dupy w momencie, kiedy spokojnie mógłby wyciągnąć rękę.

Zawsze wydawało mi się, że należę do grona tych dobrych. Później przypomniałam sobie o portfelu studentki, który dziewczynina zgubiła robiąc zakupy w supermarkecie, w którym w danej chwili miałam zaszczyt zasiadać na kasie numer trzy. Wkurwiona na cały świat stwierdziłam, ,że mam gdzieś ludzi, którzy średnio 3x w tygodniu przychodzą w poszukiwaniu kart, portfeli, a nawet całych zakupów. Poza tym, bogatsza o 3 dychy, komplet dokumentów i brudne sumienie stwierdziłam, że nie jest to jakiś wielki dramat, a zasada „Znalezione – nie kradzione” obowiązuje przecież od czasów piaskownicy.

To był mój pierwszy raz. Pierwszy i ostatni mimo, że w niedalekiej przyszłości obserwowałam to zjawisko wśród koleżanek z branży wielokrotnie.

Mówiąc szczerze, gdyby nie ostatnie wydarzenia, pewnie bym o tym zapomniała. Los chciał, że na dzień dzisiejszy mam wystarczająco dużo czasu na myślenie. Na to, żeby na spokojnie przeprowadzić swój własny rachunek sumienia i zastanowić się, czy faktycznie to, co nas spotyka to nie tylko kolej losu, czy czarne chmury, które kiedyś przejdą. Być może to właśnie ta karma, o której tyle się mówi. Może gdybym kiedyś przez chwilę nie była chujem, to nie przekonałabym się o tym, ile problemów może wyniknąć z powodu zagubionego dowodu. Istnieje również prawdopodobieństwo, że to zwyczajny pech mojego męża, który nie przeżyje, kiedy przez dłuższy czas czegoś nie zgubi. Mam tylko nadzieję, że adrenalinka w postaci pisma z firmy windykacyjnej, czy kilka godzin na posterunku Policji nie wpisze się w nasze życie na stałe.

Czasem życie nam się pieprzy. Komplikuje do tego stopnia, że jedni z nas wyciągają swoje brazylijskie cygaro i pokasłując zastanawiają się, co się kurwa dzieje. Inni zapijają smutki dobrą łychą, ewentualnie białym półsłodkim Fresco. W ciszy. A może słuchając rapu i wyciągając z pustej kieszeni wszystkie swoje żale. Co tak na prawdę się stało, że nagle tracimy swoją pozycję, przyjaciół, wsparcie i szacunek ? O czym zapominamy?

O byciu człowiekiem.

Bądźmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *