gwiazdy nam spadają

Mam takie fajne wspomnienie.

Gdyby nie fakt, że pies chrapie tak głośno, że nie mogę skupić się na własnych myślach, pewnie mogłabym się tam przenieść, żeby chociaż po części zobrazować to, co się wtedy działo. Spróbuję, ale nie obiecuję, że wyjdzie mi z tego opis krajobrazu niczym z prozy Żeromskiego. Będzie to raczej krótki tekst typu „Z pamiętnika kiepskiej pani domu. która nie do końca ogarnia życie własne, nie wspominając już o reszcie. I brwi też ma chaotyczne, bo zapomniała zrobić, a tu nowy tydzień idzie.”

Wczoraj wieczorem, ta „Kiepska”, żeby nie powiedzieć chujowa, wyszła z domu wraz z towarzyszkami o podobnym usposobieniu. Było miło i w związku z tym wyjściem, kolejnym już zresztą, znów zdałam sobie sprawę, jak wszystko nam się w życiu zmienia. Od problemów, priorytetów, po wygląd zewnętrzny i podejście do życia.

To wspomnienie, które w głowie siedzi mi od wczoraj, może wydawać się tak banalne, że pewnie większość z Was nie zwróciłaby na nie uwagi. Nie ja! Ja lubię rozkminiać i nie potrafię przejść obojętnie obok najprostszych rzeczy, które mnie spotykają.

Było to tak :

Ciemna, ciepła, sierpniowa noc i MY. Koc, cisza przerywana od czasu do czasu cykaniem świerszczy i głosami ludzi (najebanych) gdzieś w oddali. Leżałyśmy sobie tak z nadzieją, że na niebie, które wygląd miało praktycznie taki sam jak dzisiejszej lub wczorajszej nocy, wypatrzymy coś, co odmieni nasze życie. Albo chociaż da nadzieję, że nasze najgłębiej skrywane marzenia się spełnią.

A o czym marzą nastolatki?

A no zazwyczaj o tym, żeby Endrju, Pablo albo Martin (Ricky Martin w sumie też, chociaż ja byłam team Iglesias, Di Caprio i K-Maro) na nie spojrzał, dał buziaka, ZAPYTAŁ O CHODZENIE, albo odpisał na ostatniego smsa, bo przecież minęło już 10 minut, a tu dalej nic, cisza! Marzyć można było o wszystkim. I prosić o wszystko! Na samą myśl mam ciary, bo fajne to było. I głupie jednocześnie. Domyślam się, że w dzisiejszych czasach raczej rzadko zdarza się podobny klimat, bo społeczeństwo nam się nadzwyczaj rozwinęło. A może to dobrze, że my z tych, co dojrzewali (o okres dojrzewania mi chodzi, nie mylić z dojrzałością) 15 lat temu?

Parę lat później sytuacja była podobna, z tym że wtedy już w innym towarzystwie spacerowałam pod górkę aleją Kompozytorów Polskich z nadzieją…

Że znów spadnie, a ja znów poproszę i że oczywiście wszystko, czego bardzo pragnę się spełni, pod warunkiem, że nie wypowiem żadnego z życzeń na głos. Pamiętam, jak powtarzałam w myślach „niech to się nie kończy, niech już zawsze tak będzie” i tak mocno w to wierzyłam, że po dwóch (a może nawet niecałych dwóch, nie pamiętam) latach dostałam w łeb takiego liścia, że nie umiałam się pozbierać. Skończyło się wszystko, co zagwarantowały mi te jebane spadające gwiazdy i nie potrafiłam pojąć DLACZEGO. Absolutnie dogrywanie się z drugim człowiekiem, poznawanie siebie nawzajem, konfrontowanie problemów nie miało żadnego znaczenia. To tam na górze ktoś się pierdolnął i pomylił, bo zamiast „ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE” dostaliśmy „BYLI ZE SOBĄ KRÓTKO I NIENAWIDZĄ SIĘ DO TEGO STOPNIA, ŻE NIE CHCĄ SIĘ JUŻ ZNAĆ”. No słabe to było na maksa.

Dziś jak o tym myślę, to na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech. No dobra, zażenowanie trochę też, ale przecież nic nie poradzę na to, że każdy w coś wierzy. Dzieciaki we Wróżkę Zębuszkę i Świętego Mikołaja, a nastolatki w moc spadających gwiazd. Nic więc dziwnego, że zanim stałam się niespełna trzydziestoletnią Katarzyną marzyłam o rzeczach, na które realnie miałam wpływ, ale nie potrafiłam jeszcze połączyć kropek.

Wracając do wczorajszego wieczoru.

Kilka dni temu jedno z wydarzeń na fejsie przypomniało mi o tegorocznej „Nocy spadających gwiazd”, która akurat teraz przypadała na 12 sierpnia. Powiem szczerze, że do późnych godzin wieczornych siedziałam w kuchni, więc właściwie cała impreza mnie ominęła. Pech chciał, że czwartek był na tyle intensywny, że mój „drugi etat” zgrał się z awarią wodociągu i przerwą w dostawie wody, więc jedyne, na czym się wtedy skupiałam to to, żeby w godzinę ogarnąć młodego i samej zdążyć wziąć prysznic.

Z całego tego tematu wywiązała się jakaś tam luźna rozmowa, a ja przypomniałam sobie sierpień zeszłego roku. Nie wiem jak bardzo dorosły człowiek musi być zdesperowany, wpędzony w stan depresyjny i inne podobne klimaty, żeby o północy wyjść na balkon, gdzie 90% nieba zasłania mu wielka akacja rosnąca na wprost salonu i szukać. Czekać, rozglądać się, wychylać łeb na wszystkie strony po cichu licząc na to, że za chwilę jakaś spadnie. Ona spadnie, a ja będę mogła wypowiedzieć życzenie, żeby 5 minut później być już w łóżku i układać się do snów.

Ty spadasz – ja myślę, a później szybko w kimę. Czaisz?

Śmiem wątpić, że to, gdzie dziś jestem to zasługa gwiazd. Ja po prostu cały czas zapieprzam. Na najwyższych obrotach. Męczy mnie to, ale doceniam każdy dzień i każdą możliwość, która pojawia się na mojej drodze. Chciałabym powiedzieć, że ta chujnia, która zaczęła się w zeszłym roku, to przeszłość, ale wiem, że nie przejdzie mi to przez gardło. Po prostu.

Tam, gdzie jest słońce, tam też pojawiają się chmury i dziś wiem, że najczęściej to ode mnie zależy, czy obudzę się ze spalonym czołem, czy usiądę w fotelu z przemoczonym łbem. Są jeszcze rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale to ja decyduję o tym, czy będę siedzieć i płakać, czy ruszę dupę, żeby znaleźć rozwiązanie. Nie zawsze szukam od razu. Czasem muszę coś przekrzyczeć i przemyśleć milion razy, zanim ostatecznie się podniosę. Dobre i to.

A z tymi gwiazdami jest trochę tak jak z Harrym Potterem (młody miał dziś fazę, więc poleciały dwie pierwsze części). Na początku się jarasz, wciąga Cię to, na maxa w to wierzysz (bo czemu nie?), po czym dojrzewasz i wiesz, że to tylko świetnie napisana książka, czy spoko film z dobrymi efektami. Oglądasz Kamień filozoficzny po raz dziesiąty, czy tam trzydziesty ósmy i niby jest fajnie, czujesz ten klimat, ale w międzyczasie rozwieszasz pranie i bańka pęka w momencie, kiedy zczaisz się, że nie masz już jedenastu lat. Ups.

Ty spadasz, ja myślę.

2 myśli w temacie “gwiazdy nam spadają”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *