garażowy mąż

Na Nowym Świecie jesteśmy już ponad trzy lata. Od tego czasu codziennie bawimy się w dom, pełen chaosu i różnych dziwnych, często fajnych historii, nie wiedząc, co spotka nas następnego dnia. To trochę jak z wirusem – kiedy go łapiesz, nagle puszczasz pawia mimo, że dzień wcześniej nic nie wskazywało na wieczór spędzony z głową nad kiblem.

Często, kiedy wychodzę na balkon – wyciągam spluwę i strzelam. Napierdalam headshoty do tych samych osób po kilka razy, dzień w dzień. Oczywiście tylko „mentalnie”, bo w rzeczywistości z kieszeni wyciągam nie gnata, a zapalniczkę (ewentualnie puste opakowanie po mlecznej kanapce), żeby chwilę później odpalić fajkę i słuchać. Nieważne, czy piję kawę przed pracą tuż po szóstej, czy trzepię chodniki popołudniu, czy też wieczorem zabieram suszarkę z praniem do domu, w obawie przed deszczem. ONI zawsze tam są. W jebiącym uryną garażu spędzają większą część swojego życia, zapominając, gdzie tak na prawdę jest ich dom. W weekendy następuje zazwyczaj zawrotne tempo akcji, bo z poziomu -1 przenoszą się na trzecie piętro, do pokoju na poddaszu.

Kiedyś miałam zupełnie inne podejście do takich osób. Alkoholizm – choroba, jak każda inna, która wymaga leczenia i przede wszystkim samozaparcia w dążeniu do celu. Biedni, samotni, potrzebujący pomocy ludzie. Dziś mam to w dupie. Nie jest mi szkoda ani tych gości, którzy przepijają całe dnie, mieszając z gównem swoich bliskich, ani ich żon, które na to patrzą i przede wszystkim pozwalają im traktować się jak ścierwo. Niby jesteśmy tylko ludźmi, ale to MY wybieramy drogę, jaką chcemy iść. Nic na siłę.

Dla nich nie ma nic gorszego, niż kobieta, czy dziecko, które przychodzą zawracać dupę tylko po to, żeby narobić im przypału przed kumplami. Bo jak to wygląda, kiedy siedzisz rozjebany jak lord w fotelu w barze, a żona wysyła najmłodszą córkę po dwa złote na chleb? No chujowo, bo nie możesz w spokoju dokończyć browara, ani zjeść hawajskiej, gdyż Twój prywatny spokój został zakłócony. Koledzy mają bekę, że dzieciaki za Tobą latają, a najwięcej tracisz w ich oczach w momencie, kiedy „pani domu” będąca do tej pory wszechogarniającym ideałem, okazuje się uzależnioną od Twojego portfela kobietą, która nie kupi żarcia, jeśli nie zostawisz Jej łaskawie tych dwóch dych. No dobra, może być jeszcze gorzej, jeśli zamiast hajsu na chleb potrzebuje pięć zeta na podpaski.

Nie jestem w stanie zrozumieć jednej rzeczy. DLACZEGO uciekają?

Przed rodziną, bliskimi, odpowiedzialnością. Przed rzeczywistością.

Być może nie zdają sobie sprawy, że za dwadzieścia lat rzeczy, które robią w danej chwili mogą zostawić w głowach ich dzieci taki ślad, że nie będą sobie radzić. W zwyczajnych życiowych czynnościach. Nie będą wiedzieć co tak na prawdę jest dobre, a co złe. Popierdolą priorytety.

Dorastająca córka zacznie się zastanawiać, czy ma spieprzać od faceta, który dał jej z liścia, czy też przeprosić Go za każdy błąd, za który jej się oberwało. Być może straci poczucie własnej wartości, godząc się na życie pod jednym dachem z kopią Jej ojca. Oczywiście w najgorszym wypadku, bo może też sięgnąć po rozum do głowy i powiedzieć „stop” wcześniej, nie marnując najlepszych lat życia na bycie z kimś takim.

Syn pokocha wódkę tak samo jak On, zapominając o całym świecie. Znienawidzi Go do tego stopnia, że nie będzie w stanie przebywać z Nim w jednym pomieszczeniu dłużej niż pół godziny. Uciekając od tego, co często spędzało mu sen z powiek, wkręca się w takie samo gówno. Rodzinę zastąpią kumple. Czas zacznie mijać nieubłaganie, a On ocknie się w wieku dwudziestu kilku lat bez szkoły, perspektyw na życie i górnych jedynek.

A może wystarczyłoby po prostu być. Poczytać książkę, obejrzeć film, spytać, co słychać. WYSŁUCHAĆ. ZROZUMIEĆ. Wiem, że to nie zawsze wystarczy, żeby wychować dziecko na fajnego i mądrego człowieka. Czasem jednak znaczy bardzo dużo. Buduje poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa. Uczy nawiązywać relacje, te dobre.

Żyjemy w pojebanych czasach, w beznadziejnym kraju, gdzie wpaja nam się, że Państwo wszystko w cudowny sposób nam DA. Masz dzieci – coś tam dostaniesz. Nie masz pracy – dostaniesz zasiłek, a jak Ci się nie należy – zrób dzieciaka – wtedy zawsze wpadnie Ci te parę groszy, które na jakiś czas zamkną Ci gębę. Przyzwyczajamy się do tego, przyzwyczajamy swoje dzieci, które coraz częściej wybierają drogę „na skróty”, zamiast ciężkiej pracy. Jeżeli JA, czy też mój mąż – nie uświadomimy naszemu dziecku, że jeśli chce godnie, albo chociaż przyzwoicie żyć – musi ZAPIERDALAĆ, uczyć się i zapierdalać – nikt tego nie zrobi. Co zatem jest w stanie przekazać swojej córce garażowy mąż, skoro w dupie ma dom, w którym ONA wyrasta ?

G ó w n o.

Nawet, jeżeli zechce ją w pewnym wieku umoralniać, dziewczyna raczej oleje temat, bo jak ktoś taki jak ON może Jej mówić jak żyć?

Wydawałoby się, że mogę nie mieć nic do powiedzenia. Że nie znam sytuacji, a widzę tylko część, więc nie powinnam oceniać. Być może.

Los chciał, że poza tymi w średnim wieku mijam też chłopaka, którego znam ze szkoły. Jemu już kilka razy darowałam tą kulkę w łeb – dostaje jedynie z liścia z nadzieją, że się ocknie. Kiedy ja wracam z pracy – On jest już po drugim piwie, trzecie biorąc na wynos. Nie mija kilka godzin, jak zapierdala z reklamówką pełną butelek w tą i spowrotem. Czasem niesie też chrupki, czy sok, dla dzieciaka niewiele młodszego od mojego Juniora.

Dla chłopca, na którego rzadko kiedy patrzy trzeźwym wzrokiem mimo, że jest dla Niego całym światem. Jest super gościem, dopóki młody ma kilka lat. On dorośnie, a tatuś być może wytrzeźwieje i będzie w szoku.

I znów brak mi słów.

Świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia?

Sami sobie Go kreujemy.

Dobrze znam „Leszka”, którego opisuję kilka akapitów wyżej. Znam kilka takich córek, paru synów.

Jedyne, co mogę powiedzieć to to, że wiem ile jest w nich żalu.

Smutku, który czasem nie daje im spać. Tęsknoty, za normalnym domem, który nie zawsze był taki, jak teraz.

Nienawidzą tych zasranych egoistów. Jednocześnie ich potrzebują mimo, że nigdy nie dadzą tego po sobie poznać.

Wiem jedno – kiedy kupujesz telewizor na raty, bo w końcu udało Ci się złapać robotę z normalną umową – nawet Polsat czy TVP stają się jakby wyraźniejsze. Oglądasz reklamy szczęśliwy, że masz coś swojego. Na stancji, leżąc na materacu, z którego do rana spuści się całe powietrze. Mimo, że plazma nie do końca pasuje do wystroju rodem z PRLu – to może być dobry start. Hajs kiedyś na pewno będzie się zgadzał. Pod warunkiem, że będziesz chciał iść tą „lepszą” drogą, małymi kroczkami. No i przede wszystkim – nie S A M . Nawet, jeśli ma minąć dziesięć lat. Warto zaczekać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *