Dzień kotleta!

Odkąd pamiętam niedziela to najkrótszy dzień z całego tygodnia. Dziwne, bo trwa niby tyle samo godzin co chociażby poniedziałek, a ten z kolei dłuży się i przeciąga leniwie w każdą stronę.

Trochę mi smutno z tego powodu, że akurat jeden z dwóch wolnych od pracy dni zlatuje mi tak szybko. Miał być przecież czas dla rodziny, a ja ledwo co ogarniam pranie i schabowe dla chłopaków.

Zawsze bardzo je lubiłam, tak samo zresztą jak soboty – wiedziałam, że z mamą w domu jest o niebo lepiej niż tylko z ojcem. Wszystko było takie czyste, w domu pachniało fioletowym ajaxem i mimo, że obiad zawsze jadłam w swoim pokoju, to przez ścianę czułam, że już nikogo nie brakuje. Zdarzało się oczywiście, że znikałam, bo jak się później okazało byłam typem podróżnika, który w „pewnym wieku” rzadko bywał w domu, jednak niczego nie wspominam tak dobrze. Powinnam chyba dodać, że NIE – moja rodzina i mój dom to nie ten z amerykańskiej reklamy płatków śniadaniowych, a mało tego – duuuużo jej do takiej brakowało.

Kiedy disco relax z rana rozbrzmiewał w całym domu, wiedziałam, że niebawem szyby w kuchni zaparują od rosołu, który partolił się zawsze dobre kilka godzin (będąc dzieckiem sobotę od niedzieli odróżniałam po tym, co leciało w tv – ogólnie, kiedy Aga budziła mnie rano na „Power Rangers” wiedziałam, że wszyscy MAMY WOLNE /// dzizas, syn też tak mówi ). Swoją drogą nie jestem pewna, czy przez ostatnie 10 lat – bo tyle czasu już żyję sama sobie, kupiłam do domu całego kurczaka.

Później było już trochę inaczej, bo zazwyczaj budziło mnie/nas tekst „DZIEWCZYNY, WSTAWAJCIE BO TRZEBA IŚĆ DO KOŚCIOŁA” – teraz wiem, że to właśnie wtedy chodziłam po to, żeby teraz już nie iść, a przynajmniej nie chodzić tak często.

Zdarzało się, że budzili mnie wcześniej, bo jako jedyna z naszej czwórki byłam w stanie pójść do sklepu po ” 3 kilo kartofli ” i wrócić stosunkowo szybko. Piszę to nie bez powodu – kiedy raz wysłali po chleb moją młodszą siostrę, nie było jej w domu 3 GODZINY. Gdy zaś w końcu się zorientowali, że nie ma ani Anety ani chleba, ojciec wpadł na pomysł, że trzeba iść i jej szukać. No i była, dokładnie sto metrów od domu, pod sklepem, na malutkim taboreciku – razem ze starszą panią, której pomagała łuskać bób. Nikt wtedy nie docenił jej dobrego serca, bo zamiast pochwały dostała ochrzan.

Parę lat później zdarzało się, że w niedzielę budziłam się gdzieś, nie u siebie, nie w swoim łóżku ani nawet domu. Nie w swoim mieście, nie z samego rana, a bliżej poludnia. Wtedy co prawda czas leciał powoli, zwłaszcza kiedy towarzyszył mi kac, jednak starałam się wracać do domu na ten obiad. Zazwyczaj słyszałam, że powinnam kopnąć w dupę te koleżanki, bo nic nie trwa wiecznie, nawet przyjaźń. Wtedy zastanawiałam się, co Oni pieprzą i co w ogóle mogą wiedzieć o życiu. Tak się jakoś złożyło, że niektóre trwają do dziś, a jedyne co poszło się walić to moje wielkie miłości. Mimo, że pewnie się pamiętamy, to mamy kompletnie w dupie co się u nas dzieje, a nawet, jeśli jedno drugie trzecie ósme o sobie pomyśli, to i tak kończy się na zwykłym wspomnieniu w porywach do westchnięciu. To też przewidziała mama z tatą, dziwne.

Był też taki etap, kiedy niedziela była dniem depresji. Pożegnań i gorzkich żali, bo pociąg odjeżdżał coś koło 6. Następny był o 14, jednak później wolałam już ten pierwszy. Nie trwało to zbyt długo, jednak nie lubiłam tych rozstań. Mama mimo wszystko nie dawała o sobie zapomnieć i była najlepszym przykładem na to, że pierogi poleconym priorytetem w ciągu 24 godzin przejadą 500km i wciąż będą dobre. Koniec końców usiadłam na dupie i postanowiłam w dalszym ciągu dzielić łóżko z siorą.

No i kupiłam tego ajaxa, chyba ze względu na sentyment. Rosołu nie ugotowałam, bo to już nie to samo – zwłaszcza, że jada go jedynie jaśnie pan pirat. Wstałam przed 7, bo w tej chwili to ja jestem mamą, budzoną zresztą, ale oczywiście tylko i wyłącznie dlatego tak wcześnie, żeby mieć więcej czasu. Faktycznie miałam, nie jestem nawet jakoś specjalnie zmęczona, jednak przede mną kolejne 5 dni w biegu, więc chyba czas już nastawić budzik.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *