świąteczne memory

Nic mnie tak nie irytuje z rana, jak darcie japy z pokoju obok. Człowiek próbuje odespać wszystkie troski z nadzieją, że chociaż ten jeden dzień w roku okaże się być dla niego łaskawy. Nic bardziej mylnego! Zwłaszcza, kiedy zrywam się tylko po to, żeby za chwilę pędzić do sklepu po puszkę groszku konserwowego, jajka i bułkę tartą. Z dwojga złego wolę w ten sposób okazać wsparcie mamie, która po raz kolejny dostała zjebę, bo przecież ojciec „ostatni raz wyszedł z domu!” – niż słuchać tego jarmolenia pod nosem okraszonym wąsem. Powinna się cieszyć kobita, że ma nas czworo – zawsze znajdzie się jakiś jeleń, który skoczy do Stokroty po „przypomniałomisię”.

Czytaj dalej świąteczne memory

związki cz.1

Poznajecie się przypadkiem. Jak się później okazuje – w przyrodzie owszem, zdarzają się, ale tak po prostu miało być. Wspólni znajomi, albo znajomi znajomych, szkoła, kółko plastyczne, praca, cokolwiek. Scenariusze są podobne, a wyjścia zazwyczaj macie dwa – albo coś z tego wyjdzie, albo spierdalaj. Aż dziwne, że przez tyle lat mogliście minąć się na ulicy milion razy.

Czytaj dalej związki cz.1

szpile

Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem „udajemy, że nas nie ma, a na obiad zamawiamy pizzę”. Mi zwyczajnie nie chciało się stać przy garach, zaś mąż odpuścił weekendowe szorowanie kibla – a przecież do brudnej łazienki wstyd zapraszać gości. Bywa i tak. Żałuję tylko, że nie wpadłam na pomysł podłączenia tabletu do ładowarki stosunkowo wcześniej (przeleżał bowiem ostatnie tygodnie na parapecie) – pozwoliłoby mi to zebrać myśli kilka godzin temu, a nie dopiero teraz.

Czytaj dalej szpile

kilka słów o listopadzie.

Już tylko kilka chwil dzieli nas od pierwszego „Last Christmas” w radio. Za parę godzin z Biedronek wyjadą znicze, które zastąpią palety czekoladowych Mikołajów. W galeriach zabłysną pierwsze choinkowe lampki, ledowe renifery i gwiazdy, a wszystko po to, żeby przypomnieć nam o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia. O ile w ogóle da się o nich zapomnieć.

Czytaj dalej kilka słów o listopadzie.

blizny.

Jedynym plusem zmiany czasu, jaki zauważyłam do tej pory jest to, że raz w roku mam wieczór dla siebie dłuższy o godzinę. Pod warunkiem, że sama nie zasnę, co właściwie jest bardzo możliwe. Nie chcę nawet zaczynać tłumaczyć młodemu o co w tym wszystkim chodzi z nadzieją, że za kilka dni sam się ogarnie i będzie jak zwykle. Kiedy wspomniałam, że chyba jestem już dziś zmęczona, usłyszałam podwójne „ja też” od osobników płci przeciwnej przebywających razem ze mną we wspólnym gospodarstwie domowym.

Czytaj dalej blizny.

pobawisz się ze mną ?

Od półtora tygodnia każdy dzień jest dla mnie niedzielą. Taką szybko mijającą, skupiającą się jedynie na Śwince Peppie, kuchni i długich wieczorach (prosiaka widzę już nie tylko w tv, objawia się również na ścianach w salonie, przedpokoju i kiblu).

Czytaj dalej pobawisz się ze mną ?

nie musimy być szczęśliwi cały czas.

Zastanawiam się, co zmienia nas bardziej – czy ludzie, czy czas.

Żeby zrozumieć co tak na prawdę niektórzy wnoszą (czy też wynoszą) do naszego życia, potrzebujemy czasu. Bywa, że potrzeba na to kilku dni, miesięcy, a niekiedy musi minąć nawet dziesięć lat, żeby zdać sobie sprawę, że faktycznie, spotykanie poszczególnych osób na swojej drodze daje nam więcej, niż mogłoby się wydawać. Obserwuję i analizuję. Czasem opisuję. Człowiek nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Czytaj dalej nie musimy być szczęśliwi cały czas.

mieć czy być ?

Konsumpcjonizm w dzisiejszych czasach niekiedy mnie przeraża. Być może dlatego, że „dorastałam” w supermarkecie – mojej pierwszej „poważnej” pracy, którą całe szczęście udało mi się nieco skrócić dzięki urodzeniu dziecka. Prawda jest taka, że większość lasek tuż po podpisaniu umowy na czas nieokreślony zachodzi w ciążę. Niezależnie od tego, czy pracodawca jest Niemcem, Portugalczykiem, czy Litwinem – zawsze zapłaci tą najniższą krajową w czasie, kiedy owa ciężarna zapieprza po ciuchlandach w poszukiwaniu bodziaków z Primarka.

Czytaj dalej mieć czy być ?