Christmas?

Mamo, już są Święta ?

Frankiemu kojarzą się oczywiście z Mikołajem, choinką, prezentami no i śniegiem. Nie jest łatwo wytłumaczyć trzylatkowi, że nie o to w tym wszystkim chodzi. Wcześniej ogólnie mało rozumiał, w tym roku jednak dzielnie pomaszerował do kościółka z koszyczkiem, a na miejscu wymachiwał rękami i pytał dosłownie o wszystko. Dobrze, że całe święcenie trwa 10 minut, bo chyba bym zwariowała.

To syn wprowadził do domu świąteczny nastrój. Nic, że do obiadu (a na obiad zażyczył sobie babeczkę z własnego mikrokoszyka ) obejrzał całą kronikę świąteczną – tak, tą ze Świętym Mikołajem w roli głównej. Pozniej chyba przez godzinę śpiewał „krysmaaaas, krysmaaaas”, co doprowadziło mnie do śmiechu i do łez.

Jak żyję na tym świecie i dwudziesta ósma wiosna mi leci, tak nie wiedziałam, że gotując jajka można je spalić od środka. Niby woda nie wyparowała, a ja miałam niezłe zdziwko, obierając je, jak się później okazało sino – brązowe w środku. Być może mało jeszcze wiem o życiu. Tak samo, jak byłam pewna że w kościele nic mnie już nie zdziwi – do teraz. No chyba, że Nowy Świat znajduje się na innej planecie i nie wiedziałam, że selfie w tle z księdzem machającym kropidłem to norma. Ok, jestem staroświecka, bo swój telefon wyciszyłam pół godziny wcześniej.

Do czego to wszystko zmierza ?

Czytaj dalej Christmas?

Czekam na Ciebie, słonko

Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu zrzucę płaszcz i przestanę owijać się szalem przypominającym wełniany koc. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że wiosna to prawdziwa kobieta – niby już gotowa do wyjścia, ale mimo wszystko każe na siebie czekać. W ogóle mnie to nie bawi i jestem w stanie spędzić każde popołudnie na placu zabaw, tylko weź już przyjdź ! Od miesiąca czekam, złapałam już nawet przedwiosennego dołka, ale jestem twarda i serio, nie będę się złościć, po prostu nie chcę już czapki.

Od czapek mózg paruje, nie oddycha tak, jak powinien. Myślę, że między innymi stąd ta przerwa w pisaniu – przez ostatnie kilka tygodni między jednym a drugim uchem odbijało się echo.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jasne, że kiedyś miałam to w nosie, bo chłodny wieczór zawsze był dobrą wymówka, chociażby na randce. Nic tak nie sprzyja miłosnym uniesieniom na ławce jak chłodek, bo przecież obiekt westchnień w końcu przysunie się te pół metra, żeby nie mieć na sumieniu zamarzniętej istoty. Wróć, kiedyś tak było. Teraz to chyba nie wiem, bo w sumie mogę nie być na czasie (2019 a nie 2009, no sorry), ale codziennie jadąc MPK odnoszę wrażenie, że chyba niektóre laski ominęły ten etap, bo mają już wózki, ewentualnie trzyletnie dzieci.

Czytaj dalej Czekam na Ciebie, słonko